Piano,piano - Roma e Gargano. Pielgrzymka DOMu

8 lutego 2026

Dumam nad tym i dumam, i naprawdę uważam Jego działanie za błogosławione. Nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.

Na początku, podczas ostatniego Weekendu Miłosierdzia wymyśliliśmy, że dobrze byłoby się wybrać się na pielgrzymkę do świętego Michała Archanioła. Powiedzmy tak za rok … dobrze, żeby samolotem, no bo wiadomo dinozaury … I może na miejscu jakiś bus, aby wygodnie było… I we własnym zakresie, aby nie przesadzić z kosztami …

Po wstępnym rekonesansie wyszło, że termin „za rok’ tj. kwiecień 2026 z przyczyn zawodowych dla po niektórych nie jest realny. Propozycja - to przesuńmy na jesień - nie została przyjęta, za to wygrało opcja „wcześniej”. Dla chcącego nic trudnego. Chwilę potrwało za nim sprawdziliśmy wcześniejsze terminy, za to inne sprawy szły ekspresowym tempem. Przy testowaniu formularza zgłoszeniowego można było odnieść wrażenie, że „piano, piano” to chyba nie jest trafna nazwa. Zamiast testu, przed opublikowaniem, w godzinę zapisało się 12 osób. Istne szaleństwo.

Potem nastała próba cierpliwości, czy zbierze się odpowiednia ilość osób. Chwila wielkiej radości, gdy przekroczyliśmy magiczną liczbę 25 osób. Oficjalne rezerwacje, kupowanie biletów z dreszczykiem niepewności i ogólne przygotowanie. Aż wreszcie nastał 25 stycznia, samolot odlodzono i wystartowaliśmy. Nasza wymarzona pielgrzymka… Właśnie - pielgrzymka. Czym ona tak naprawdę jest?

Program pięknie opracowany. Wyjątkowe miejsca: Anioł Pański z Ojcem Świętym na placu św. Piotra, wspólna Eucharystia przy głównym ołtarzu Bazyliki św. Piotra, Monte Cassino przeplatające historie Reguły św. Benedykta z polską historią II Wojny Światowej, wspaniałe krajobrazy, grota objawień św. Michała Archanioła, San Giovanni Rotondo i poruszający sumienia o. Pio, góry i morze, aż wreszcie św. Mikołaj, ten najprawdziwszy bez domieszki komercji. Wszystko pięknie, w miłym gronie tylko - czy z tego wszystkiego jest to jeszcze pielgrzymka, czy już tylko turystyka religijna i odhaczenie kolejnego świętego miejsca. Na szczęście mieliśmy okazję wejść na poziom rozwijania się bardziej duchowego i mocno wspólnotowego. Pielgrzymowania z odrobiną trudu, choć bez zbytnich bąbli na stopach. Odbycia pielgrzymki, która uczy nas otwierać na innych, dzielić tym czym mamy, ufać Bogu bezgranicznie i nie przywiązywać wagi do uprzykrzających drobiazgów, które niczym kamyki wpadają do sandałów.

Raczej nikt po pielgrzymce nie koncentruje się na bąblach na stopach, tylko na owocach pielgrzymowania. Było prawdziwie i głęboko, działy się mniejsze i większe cuda, otwierały się wrażliwości dawno nie pokazywane publicznie, znikał wstyd, Pan Bóg działał u każdego według jego rytmu i możliwości. Wróciliśmy cali i zdrowi, no może z jakimś katarem, ale też owocami, które będą dalej dojrzewać.

Dlatego dziękuję Bogu za tych właśnie ludzi, że chcieli, że się zgłosili, że są tacy piękni i wrażliwi. Dziękuję za włoski bałagan, rzymski popołudniowy deszcz, a nawet za rzymskich kieszonkowców. Dzięki stracie, nasze serca mogły stać się szlachetniejsze. Dziękuję za łzy żalu i zdenerwowania, ale też śmiechu i radości. Dziękuję Dziewczynom, że zaufały Panu i uwierzyły, że On ma dla nas najlepszy plan, najdoskonalszą drogę, nawet jeśli jest kamienista. Dziękuję za wzajemną troskę, za brak narzekania i zimną noc… Dziękuję, że nie było idealnie, ale było prawdziwie. I za te wszystkie owocowe po pielgrzymkowe, które już od tygodnia się mnożą….

Chwała Bogu najwyższemu, Jemu cześć i uwielbienie. Któż jak Bóg!

Podobne wpisy